AdopcjaCiążaZespół Downa

# 4 – Byłam przekonana, że nas wyniosą w kaftanach bezpieczeństwa.

Byłam przeszczęśliwa. W dzień kiedy miała odwiedzić mnie ciocia z Ameryki czerwonym Cadillackiem, czy inaczej w dzień krwawych boleści postanowiłam po powrocie z Heniem z rehabilitacji zrobić test ciążowy. Nie jak w filmach, mając od razu oczekiwania tylko po prostu robiłam co jakiś czas i pomyślałam sobie, że po co czekać na okres– robię. Dwie kreseczki jak nic. Od razu wysłałam zdjęcie Wojtkowi sms-em i potem wszystkim, którzy wiedzieli, że bardzo chcemy kolejne dziecko. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że w najbliższym otoczeniu były też osoby, które z tej ciąży wcale się nie cieszyły i dosadnie dały nam, a bardziej mi do zrozumienia, że mamy jedno dziecko i to z ZD, że je skrzywdzimy bo nie poświęcimy mu już tyle uwagi, że nie powinniśmy mieć więcej, że za szybko itd. itp. Kobiet w ciąży się nie denerwuje! A mnie zwłaszcza! Bo na mnie takie gadanie działa odwrotnie. Ja ogólnie twarda babka jestem. Nie lubię jak ktoś na zapas panikuje. Wymyśla problemy i ocenia innych kierowany swoimi ograniczeniami. Ale jestem też bardzo upartą choleryczką. Mam w sobie ten rodzaj dumy, który nie pozwala mi często gęsto, w sumie to najczęściej, najgęściej – prosić o pomoc. Dlatego jak tylko od kogoś usłyszałam, że sobie nie poradzimy albo, że to nas przerośnie to najprawdopodobniej już wiecie co się we mnie działo….gotowało się! Tajfuny, pioruny, apokalipsa, ale zewnętrznie starałam się nigdy tego po sobie nie pokazać. Przede wszystkim nigdy danej osoby o pomoc nie poprosić, co oczywiście nie jest dobre, więc nie bierzcie ze mnie przykładu 🙂

Początek ciąży był bardzo ciężki. Żigoletto, brak mocy, nieustanne nudności, kompletny brak apetytu, a tu mały Heniek i ciągle ten głos w głowie, że sobie nie poradzę. Więc Heniek ze mną w łazience na dywaniku, a ja z głowa w kiblu. Jak na rehabilitacje jeździliśmy to z woreczkiem. Czasem musiałam odwołać bo nie dałam rady, a czasem Wojtek wychodził z pracy i był na zajęciach z Heniutkiem. Podczas kiedy ja leżałam w pokoju obok i wegetowałam. Musiał wziąć urlop, bo był czas, że kompletnie się ruszyć nie mogłam. Były też momenty, że mówiłam, że już nigdy tego sobie nie zrobię i że boje się, że tak będzie do końca ciąży. To zasiane ziarenko niepokoju w mojej głowie, że mogę sobie sama nie dać rady czasem zaczynało kiełkować. Na szczęście kolejny dzień był łatwiejszy i je deptałam. Tak minęły trzy miesiące i jak ręka odjął! Wróciłam do żywych i kolejny trymestr czułam się jakbym w ogóle w ciąży nie była. Więc wtedy już dumna z tego, że sobie poradziłam, z tego że jestem w ciąży i z mojego Heniutka, który mimo tego, że jest bardzo wymagającym dzieckiem dawał mi czasem odetchnąć mogłam na nowo cieszyć się każdym dniem. I to właśnie w tym okresie, zaczęłam bardzo intensywnie myśleć o adopcji.

Zawsze oboje chcieliśmy przysposobić dziecko. Od początku o tym rozmawialiśmy, że niezależnie od tego czy będziemy mieli swoje czy nie, to dzieciątko chcemy adoptować. Wojtek często mówił, że znając mnie to weźmiemy pewnie takie którego nikt nie będzie chciał, a ja nigdy nie myślałam o tym jakie to by miało być dziecko. Starsze, młodsze, grube, chude itd., ale w głębi duszy wiedziałam, że jeżeli dojdzie do tego to rzeczywiście będzie Ono wyjątkowe. Nigdy, przenigdy nie wpadło mi do głowy, że mogłoby to być chore dziecko. Nawet po tym jak poznałam Agę (o której pisałam w poprzednim wpisie) i jej małą adoptowaną Zosię z ZD. Nie pomyślalam, ani przez chwilę o adopcji właśnie takiego dziecka. Kiedyś podczas rozmowy telefonicznej z Agą o adopcji ona zapytała „a może z ZD?”. Mnie momentalnie zamurowało i nie wiedziałam co powiedzieć. Z jednej strony wydawało mi się to bohaterstwem nie na moje możliwości. Z drugiej strony było to takie nowe, odkrywcze coś co by mi nigdy do głowy nie wpadło, że mnie po prostu zatkało. Jeszcze od dupy strony to sobie pomyślałam, że nieeeeee no zwyczajnie w świecie NIE. Ja chce takie inne, takie po przejściach, takie co miłości nie zaznało. Jakoś wybrnęłam z tej rozmowy, nie pamiętam nawet jak i o niej zapomniałam. Dalej sobie przeglądałam różne strony o adopcji. Czytalam historie dzieci. Od czasu do czasu mówiłam Wojtkowi, że jakieś dziecko tam szuka rodziców ale wiedziałam, że w naszym przypadku na pewno trochę to potrwa za nim zdecydujemy się na ten krok. Przecież mamy malutkiego synka, ja jestem w ciąży, mamy małe mieszkanie, nie śpimy na pieniądzach itd. Tylko, że każdego dnia chciałam bardziej i bardziej. Kiedyś w zwyczajny dzień, podczas zwyczajnej rozmowy, robiąc coś zwyczajnego, Wojtek tak najzwyczajniej powiedział do mnie „a może byśmy adoptowali dziecko z ZD?”. Mnie znowu zamurowało, ale tym razem pozytywnie i dało mi to jeszcze większego kopa. Ja się ogromnie ucieszyłam, że on to powiedział i, że nie było to z mojej inicjatywy. Bo ja nie powiedziałam mu nigdy o rozmowie z Agnieszką. Nie wiem dlaczego zmieniłam zdanie. Dlaczego teraz na to samo zareagowałam zupełnie inaczej? Po tym jak on to powiedział byłam już pewna , że bardzo bym chciała adoptować dziecko z zespołem Downa. Tak jak tego, że chciałam, żeby to właśnie Wojtek był moim mężem.

Pewnego wieczoru na facebook’u, na fanpage’u, który jest poświęcony adopcji trafiłam na zdjęcie około 6 letniego chłopca z ZD. Był prześliczny. No już tak cudowny i podobny do Henia, że się popłakałam. Pokazałam to zdjęcie Wojtkowi. On spojrzał i powiedział „no to zadzwoń tam”. Ja na to, że jak dzwoń? Przecież my nie dostaniemy, przecież Heniu, ciąża, mieszkanie…, a Wojtek na to, że jak nie zadzwonię to niczego się nie dowiem, a ja będę dalej tylko oglądać i gadać o tym. Wtedy oboje byliśmy przekonani, że to pewnie ze dwa lata potrwa. I przyznałam mu rację, że zaczniemy po prostu procedury już teraz. To był wieczór. Napisałam do nich i dostałam numer telefonu do ośrodka adopcyjnego pod opieką którego był ten chłopiec. Ja nie mogłam spać. Całą noc się wierciłem i myślałam o tym jak to będzie jak będę miała takiego chłopca? Jak będziemy chodzić do przedszkola? Jak będę go uczyć w domu pisać, czytać, bawić się? Ja już myślałam o tym co kupić? W jakim jest stanie? Czy jest chory, zdrowy? Czy w ogóle mówi? Ludzie! Ja w nocy wariowałam na jego punkcie i marzyłam tylko o tym żeby był już z nami. Wiem, chore. Rano spocona i zestresowana zadzwoniłam i zapytałam o chłopca z ogromną nadzieją, że odpowiedzą „Wow, jasne! Przyjeżdżajcie, odwiedzajcie, chłopiec czeka właśnie na was!” A tu bach! Okazało się bowiem, że chłopiec ma rodzinę, że ktoś go odwiedza, że jak to się mówi nie jest wolny prawnie i nie może być przysposobiony. Serce mi pękło bo przecież ja już sobie wszystko ułożyłam i to miał być mój synek! Zostałam zapytana czy poważnie myślimy o adopcji i to adopcji dziecka z ZD, a jeśli tak to lepiej żebyśmy umówili się na spotkanie i przyjechali do ośrodka porozmawiać i się poznać. Umówiliśmy się, że przyjedziemy za dwa tygodnie i na spokojnie porozmawiamy. Było mi smutno, chyba nawet płakałam, powiedziałam o wszystkim Wojtkowi, a on na to, że najwidoczniej to nie miał być nasz syn, że czeka na nas ktoś inny i że nie mam rozpaczać, że pojedziemy i się wszystkiego dowiemy.

Dwa tygodnie później spakowaliśmy siebie, Henia, jedzenia jak na podróż autokarem po Europie za czasów mojej podstawówki i ruszyliśmy ponad 200 km, co nam się wtedy wydawało takim wyczynem, że koniec. Nawet jak to pisze to się śmieje, bo nie spodziewaliśmy się, że miesiąc później będziemy pokonywać tę trasę 2-3 razy w tygodniu i już nie będzie to dla nas żaden wyczyn 😀
Stresowałam się tą rozmową. Najbardziej tym, że wezmą nas za nienormalnych, i skreślą z góry ze względu na ciąże. Chciałam jak najlepiej wypaść i nie dać się ponieść emocjom. Ale dupa tam. Nic nie wyszło z tego co sobie zaplanowałam i oczywiście tak się wzruszyłam ze się popłakałam. Ale dowiedzieliśmy się na rozmowie, że urodzi się niebawem dziecko z ZD, którym rodzice nie będą mogli się zająć. Ja wewnętrznie oszalałam, ale musiałam być opanowana. Chciałam krzyczeć “My chcemy! My! My!”. Tylko byłam przekonana, że nas wyniosą w kaftanach bezpieczeństwa. Mieliśmy się zastanowić , przemyśleć czy to dobry moment, czy na pewno poważnie myślimy o adopcji, że może lepiej byłoby poczekać aż się nasze dziecko urodzi. Ja to wszystko odbierałam jak taki delikatny sposób na powiedzenie nam, że “niestety ale to nie odpowiedni czas dla was, będziemy mieli was na uwadze ale spokojnie, najpierw urodźcie, poukładajcie sobie wszystko, a potem jak nadal będziecie chcieli to się zgłoście”. Czułam się po prostu spławiona. Wojtek natomiast odebrał to zupełnie odwrotnie, tzn. też wyczuł to podejście, którego się spodziewaliśmy, ze względu na moją ciążę, Henia itd., ale czuł, też, że osoba z ośrodka adopcyjnego z którą rozmawialiśmy widziała w nas pewną szanse dla tego dziecka. Mieliśmy zadzwonić jak już będziemy pewni, że jesteśmy zdecydowani. Pożegnaliśmy się, spakowaliśmy do auta i ruszyliśmy. Ja chciałam już dzwonić 😀
Ale ponieważ bardzo chcieliśmy aby to dzieciątko trafiło do nas to postanowiliśmy jednak podejść do tego bardziej racjonalnie i udawać ze się dłużej zastanawiamy, więc zadzwoniłam następnego dnia. I tak spokojnie jak tylko potrafiłam powiedziałam, że przemyśleliśmy wszystko i bardzo byśmy chcieli zostać rodzicami tego dzieciątka, które się urodzi. W odpowiedzi usłyszeliśmy bardzo spokojny głos, pozbawiony jakiegokolwiek entuzjazmu, że w takim razie mamy dostarczyć wymagane dokumenty. Nadszedł czas zbierania potrzebnych dokumentów , czas oczekiwania czas nadziei.

https://www.instagram.com/dzieciaki_cudaki/

32 thoughts on “# 4 – Byłam przekonana, że nas wyniosą w kaftanach bezpieczeństwa.

    1. Uwielbiam czytać twoje blogi, aż chcę się napisać “Czemu tak szybko się kończą ” chce więcej 🤦‍♀️ Uwielbiam i podziwiam 💜

  1. Z niedowierzaniem czytam waszą historię…czekam na więcej i na więcej 🙈 Chciałam się tylko zapytać o kwestie związana z adopcją. A dokładnie chodzi mi o staż małżeństwa. Jaki jest wymagany ? Gdzieś kiedyś przeczytałam że pięć lat. 😊

    1. Jesteście bardzo odważni!!!aż trudno uwierzyć, że w czasach kiedy każdy myśli tylko o sobie są tacy ludzie jak Wy:) podziwiam i życzę gratuluję pięknej rodziny

  2. Wiele mi tym wpisem ułatwiałaś , rozwiałaś resztę zwątpień , kiedyś Ci opowiem i podziękuje , jesteście cudownymi ludźmi

  3. Uwielbiam Wasz blog, czekam tylko az upoblukujecie na ig info ze juz jest i od razu czytam. Czekam na dalsze losy. 💕💕💕

  4. Czytam i czytam …drugi,trzeci raz i …co dalej?nie zasnę .Masz niebywały talent do pisania,potrafisz zaciekawić czytelnika od pierwszych słów.Jesteście Wielcy!!!

  5. Jesteście wspaniałymi ludźmi ❤️ Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy 😊 Pozdrowienia dla waszej cudownej rodzinki!

  6. Kochani czekam na dalszy ciąg….codziennie o Was myślę i kilka razy dziennie zagladam do Was na IG😘Jesteście Cudowni😘😘

  7. Nie mogę się doczekać kolejnego wpisu:) czekam codziennie na dalsze opowiadanie. Zdecydowanie za rzadko się pojawiają. Oglądam was od niedawna ale wiem że zostaje tu do końca. Pozdrawiam

  8. Czytam z zapartym tchem a tu koniec… Ja chcę jeszcze! Tak pięknie to napisałas, że sama już tęsknię za Doloritka, pisz ino szybko 😃

  9. Łzy wzruszenia !! Cudowna z was rodzina , życzę Wam ogromu błogosławieństwa i opieki Niepokalanej! Bo sile na to wszystko to chyba tylko od samego Boga można dostać ;))) ogromna macie łaskę do dzielenia się miłością ! I w tym zepsutym dzisiejszym świecie dajecie niesamowite świadectwo ze można!!! A nawet trzeba kochać każda najmniejsza jednostkę człowieczeństwa bo każdy ma prawo do życia;))))) 😍😍😍

  10. Naprawdę jestem pełna podziwu, śledzę panią na instagramie i to co pani robi jest niewiarygodne i nie wiem czy jest ktoś kto odważył by się na takie kroki 🥰 Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy!

  11. Jest w Tobie tyle optymizmu, to wspaniałe być tak pozytywnym człowiekiem. To jest zaraźliwe, naprawdę. Daje wspaniałego kopa 🙂 pozdrawiam

  12. Popłakałam się. Podziwiam za odwagę. Taka, która nie ma dużo ludzi i nie wiem czy ja sama bym miałam. Jednak ludzie boja się tego co nie znane a dziecko z ZD wydaje nam się tragedia, która nie wiadomo za jakie grzechy nas spotkała. A to przecież takie samo dziecko jak każde inne! I dzieci Wam to widzę 🙂

  13. Kurczę teraz to ja spać nie będę mogla, dlaczego w takim momencie cdn.? 😆
    Ja również od zawsze chciałam adoptować dzieciątko, niestety na razie mąż jest odmiennego zdania lecz sądzę że ta sprawa jest do przedyskutowania i ostatnie słowo nie zostało powiedziane 😉😊. Czekam na wasz ciąg dalszy z niecierpliwością

  14. Wasza historia nadaje się na film ❤❤ trafiłam na Was przypadkiem na Ig a teraz nie ma dnia żebym do Was nie zajrzała, wzruszam się bardzo jak czytam i jestem pełna podziwu 💚 mam niespełna roczną córkę i pamiętam jak się obawialam badań prenatalnych, jak przeżywaliśmy niepokojące wyniki.. a teraz czytam i ryczę, że tak wspaniałe można zareagować na taką diagnozę. Jesteście Wielcy, można się od Was uczyć. Uwielbiam❤ A.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *