AdopcjaCiążaDorotkaHeniu

#5 – Jechałam spotkać się z moją córeczką

Nadzieja matką głupich, ale lepiej mieć matkę niż być sierotą. Nawet nie wiecie jak często używałam tego sformułowania. Teraz, jak to napisałam brzmi to dla mnie już zupełnie inaczej. Sierota. Jak jedno słowo może nabrać zupełnie innego wydźwięku. W każdym razie ja tę nadzieję bardzo miałam. Ale też bardzo walczyłam ze sobą żeby nie przyzwyczajać się do myśli, że to dzieciątko będzie z nami. Przecież matka biologiczna mogła jeszcze zmienić w każdej chwili zdanie. W trakcje ciąży jak i po porodzie, bo wtedy na wszystko patrzy się inaczej. Ja natomiast trochę egoistycznie, ale miałam nadzieję, że ona jednak zdania nie zmieni. Bardzo tego nie chciałam. Zdaje sobie sprawę z tego, że może się to wydawać dziwne, ale ja kochałam to dziecko i bardzo chciałam żeby było nasze.

Zaczęliśmy kompletować wszystkie potrzebne dokumenty. Zaświadczenia od lekarza rodzinnego, od psychiatry, zaświadczenie o zarobkach, akt małżeństwa itd. Jednocześnie postanowiliśmy powiedzieć też o naszych planach najbliższej rodzinie i przyjaciołom. Reakcje były tak różne i tak czasem dziwne, że nie jednokrotnie byliśmy w szoku. My nie mieliśmy żadnych wątpliwości. Ani przez chwilę nie zastanawialiśmy się czy damy sobie radę? czy dobrze robimy. Dlatego tak bardzo zdziwiło nas, że znalazły się osoby, które negatywnie odebrały chęć adopcji dziecka, w dodatku dziecka z ZD. Oczywiście były teksty typu „po co wam adopcja skoro możecie mieć swoje?”, „niech ktoś inny adoptuje”, „wszystkim i tak nie pomożecie”, „świata nie zbawicie” i najgorsze – powtórka z rozrywki czyli, że robimy tym krzywdę Heniowi. Bo przecież jestem w ciąży, a my coś sobie wymyśliliśmy itd. itp… Ja byłam wściekła i nie rozumiałam jak można być tak bezdusznym, wypranym całkowicie z empatii człowiekiem. Jak można nawet przez chwilę nie zatrzymać się i nie zastanowić nad tym, że to przecież dziecko. Maleńkie, bezbronne, odrzucone dziecko, które ma znikomą szanse na to, żeby mieć rodzinę. Oczywiście w domu popłakałam się i krzyczałam, że zerwę kontakty, że nie chce ich widzieć, że są głupi, albo, że wszystko im wygarnę. Dobrze, że Wojtek jest zawsze opanowany i potrafi mnie uspokoić bo ja bym to zrobiła. Zagryzłabym. A prawda jest taka, że każdy mierzy swoją miarą i patrzy przez pryzmat swoich ograniczeń. Czasem mówi rzeczy, których nie przemyśli. Czasem z troski, a czasem z niewiedzy, albo po prostu z głupoty. A jeszcze inni potrzebują więcej czasu na to, żeby pewne sprawy sobie przemyśleć. Nie każdy jest tak porywczy, spontaniczny i zdecydowany jak my byliśmy wtedy.

Jak dowiedzieliśmy się, że to dziewczynka oszalałam jeszcze bardziej. To już był mój koniec. Oczywiście udawałam twardą i tym, którzy wiedzieli o naszych planach mówiłam, że jeszcze nic nie wiadomo, że dla dziecka zawsze najlepiej jeśli zostaje z rodzicami biologicznymi. Tak naprawdę to wcale tak nie myślałam. Kiedy już kładłam się spać, głaskałam się po brzuchu, w którym był Boguś i rozmawiałam w myślach z tą dziewczynką, która miała zostać naszą córeczką. Mówiłam jej, że ją bardzo ją kocham, że jestem jej mamusią, że nie ma się martwić, że będzie miała super braciszków, jednego starszego, drugiego odrobinę młodszego. Nikomu wtedy o tym nie mówiłam, bo nawet mi wydawało się to dziwne, ale miałam ogromna potrzebę, żeby powiedzieć tej dziewczynce , że jest ktoś kto ją bardzo kocha. Kto na nią czeka i kto się nią zajmie, żeby nie czuła się odrzucona, bo dzieci już w łonie matki czują takie rzeczy… Wojtek często mi mówił, żebym się nie nakręcała, że co ma być to będzie. W końcu nadszedł ten dzień. Dowiedzieliśmy się, że dzieciątko się urodziło, a matka biologiczna nie zmieniła decyzji. Ja byłam przeszczęśliwa! Wtedy dopiero, tak na prawdę wszystko się zaczęło. Przyjechała do nas do domu pani Dorota – pracownik ośrodka adopcyjnego na “wizję lokalną”. Zobaczyć jakie są nasze warunki, lepiej nas poznać i zrobić nam testy psychologiczne. I oczywiście upewnić się czy się nadajemy czy nie. Ja wtedy byłam już pewna, że małą dostaniemy. Byłam o tym święcie przekonana, że nie ma innej możliwości i dlatego czułam się już podczas tej wizyty bardzo swobodnie. Cieszyłam się na nią jakby miała przyjechać do nas stara znajoma. I tak się złożyło, że pani Dorota stała się dla nas kimś więcej niż tylko osobą kierującą procesem adopcyjnym. Stała się dla nas rodziną. Dorotko – dziękujemy 🙂 Wypełniliśmy stertę kartek z testami psychologicznymi. Odpowiedzi typu: na pewno tak, chyba tak, raczej nie, na pewno, nie i ciągle mi się myliło co ja mam zaznaczyć, w jakiej to kolejności było i mało co nie wyszłam na schizofreniczną wariatkę. W sumie to nie wiem na co wyszłam bo wyników nie widziałam, ale skoro Dorcia jest z nami to nie mogło być, aż tak tragicznie.. Pani Dorota po tej wizycie chyba się do nas bardziej przekonała i zobaczyła, że my normalni jesteśmy i że sobie poradzimy. Każdego dnia od porodu zastanawialiśmy się kiedy będziemy mogli małą zobaczyć? Kiedy będziemy mogli zabrać ją do domu? Jak długo będzie to jeszcze wszystko trwało? Słyszałam, że w szpitalu ma wspaniała opiekę, że zajmują się nią tam jak księżniczką i że nic jej nie brakuje. Ale ja miałam zupełnie inne wyobrażenie szpitalnego oddziału noworodkowego – dosyć się napatrzyłam jak to wygląda kiedy urodziłam Henia. Dowiedzieliśmy się, że dziewczynka ma na imię Dorotka. Takie imię dostała w szpitalu. Wiedzieliśmy, że będziemy mogli je zmienić jeśli tylko będziemy chcieli jak już zostaniemy prawnie uznani za rodziców Dorotki. Zastanawialiśmy się dlaczego akurat Dorotka? Kto jej to imię wybrał? My chcieliśmy dać Wandzia jeśli by imienia nie miała, ale nie umieliśmy jej go zmienić. Skoro takie dostała, to znaczyło dla nas, że takie właśnie miała mieć.

Dłużyło nam się niemiłosiernie, a ja nie chciałam być natrętna. Wydzwaniać i pytać jak się sprawy mają. Kiedy będziemy mogli przyjechać. Kiedy będziemy mogli zabrać naszą córkę do siebie. Kompletnie nie wiedziałam jak to wszystko wygląda od strony technicznej. Cierpliwie czekałam. Wtedy wydawało mi się, że cierpliwie bo teraz wiem, że tak nie było. Każdego dnia zastanawiałam się czy dużo płacze. Czy musi czekać aż będzie miał ktoś czas żeby ją nakarmić, przytulić. Czy jest odpowiednio często przewijania. Wszystkie takie matczyne troski. Nie potrafiłam sobie wyobrazić tego, że ona płacze, a nie ma się nią kto zająć. Kto ponosić, poprzytulać, pocałować. Może nie, że nie potrafiłam, ale nie chciałam. Najtrudniejsze było to, że urodziło nam się dziecko, które było tak daleko. Którego nie mogliśmy zabrać ze szpitala – jak to jest normalnie. Albo chociaż codziennie iść poprzytulać czy nakarmić. Dorotka była tam, a tu życie toczyło się dalej. Tu nic się nie zmieniło. Zwykłe dni z niezwykłymi myślami. Teraz myślę, że byłam jak na siebie to nadzwyczaj spokojna i wiedziałam, że Dorotka czeka tak samo jak my.

Minął tydzień od narodzin naszej córki i mogliśmy w końcu jechać ją zobaczyć. Nie wiedzieliśmy tak na prawdę o niej prawie nic. Co z chorobami towarzyszącymi? W jaki sposób się urodziła? Ile waży, mierzy? Wszystko to o co pytają po narodzinach własnego dziecka, ale dla nas było to mniej istotne. Heniek bardzo źle znosił wtedy ząbkowanie i Wojtek musiał z nim zostać w domu. Pojechałam na pierwsze spotkanie naszej córki sama. Nawet nie jesteście w stanie wyobrazić sobie jaka ja byłam szczęśliwa! Jak byłam podekscytowana! Mojej radości nie zburzył nawet mandat, który dostałam za przekroczenie prędkości podczas tej podróży (może dlatego, że nie ja musiałam go płacić). Trudno mi opisać to jak się wtedy czułam, ale wiem jedno. Ja mogłabym góry przenieść. Jechałam w końcu spotkać się z moją Córeczką…

https://www.instagram.com/dzieciaki_cudaki/

31 thoughts on “#5 – Jechałam spotkać się z moją córeczką

  1. Piękna i prawdziwa historia. Miłość ponad wszystko i wszystkich. Jesteście przecudowni i wspaniali. Dzieciaki mają super szczęście, że was mają, a przede wszystkim Dorotka, że trafiła na Was!!!! Dorotka ,piękne imię. Talię jak moje🙂

  2. Napiszę to jeszcze raz JESTEŚCIE WSPANIALI!!!Czekam na każdy wpis z utęsknieniem. Jesteś wzorem do naśladowania 💖💖💖🌹🌹🌹

  3. Jest.. Nasza piekna Doloritka <3 boziuuuu ryczę, ze wzruszenia… Tez bym chciała adoptowac ale moj facet jest zupełnie inaczej wychowany i ma inne podejście.. Hmmm moze go zostawie i sama adoptuje 😂😂😂😂😂

  4. Już myślałam, że uroiłam sobie iż nowy wpis ma być dzisiaj. I tak odświeżam tego instagrama..😁
    Tekst cudowny. Jak każdy Twój. Masz w sobie tyle miłości, że nie ma co się dziwić że gnałaś jak szalona do Dorotilki. 😊
    Mam 22lata i zaczynamy starać się o dzieciątko z partnerem. Od zawsze kocham dzieci, ale jednak miałam nie raz myśli jak poradzę sobie gdyby urodziło się chore. Miałam kontakt z dziećmi z ZD, byłam wolontariuszem w fundacji z dziećmi autystycznymi i są one cudowne. Lecz jednak inaczej jakbym ja takie urodziła.. Nie oddałabym to na pewno, lecz obawa była co to będzie czy dam radę .Odkąd obserwuje Twój profil zrozumiałam, że to nic strasznego. Dajesz sobie wspaniale radę z trójką małych dzieci. Jesteście tak kochani i szaleni, że nie boję się gdyby coś.. dajecie mi takiego pozytywnego powera, że sama mam co raz większe chęci do adopcji gdy już będziemy mieli taką możliwość. Póki co mieszkam w małym miasteczku, w przyszłym roku przeprowadzka do większego miasta gdzie już wypatrzyłam fundację w której można tulić,usypiac, karmić dzieci którymi rodzice nie mogli się zająć.. są to często właśnie chore dzieci.. I już mi się wyc chce , że nie mogę w tej chwili tam być aby oddać im całe swoje serce ..😭 A co dopiero czułaś Ty gdy tak bardzo chciałaś mieć już Ją przy sobie i byłaś tak przywiązana ❤
    Uwielbiam Was i ściskam mocno!

  5. Kocham Was! Tak po prostu, jak siostra kocha swoje rodzeństwo, kocham Was! Jestem szczęśliwa, że mogę być częścią Waszej cudownej i cudacznej rodziny! 🙂 jesteście wspaniali! 🙂

  6. Kobieto!! Ty jesteś wzorem do naśladowania 😘😘 jest 2:24 leżę w łóżku, bucze, mój chłop” co Ty robisz o tej godzinie?? “” czytam… I tak jak Ci kiedyś mówiłam o adopcji: Nie ważne kto urodzi dziecko, dokumenty są!! Ono jest Moje ( i niech tylko ktoś inaczej pomyśli, to w zęby!) “Śpij, juz,jutro pogadamy” (szybko zasypiam bo jeszcze “czego” będzie ode mnie chciał 😀”

  7. Jest prawie 6 rano, mały ząbkuje, idą górne dwójki i ciężko to znosi, śpię na czuja (a w zasadzie to śpię tak odkąd się urodził). Odruchowo sięgam po telefon, zaglądam a tam ” nowy wpis na blogu”, myślę: “nie ma szans, nie zasnę póki nie przeczytam 😂”, także ten – to już chyba uzależnienie 🤣🙈 uwielbiam Was,podziwiam jesteście PRZECUDNĄ rodziną z PRZECUDOWNYMI dziećmi ❤ ściskam 😙

  8. ♥️ Dzięki Wam mogę trochę stanąć w skórze Moich rodziców kiedy czekali i jechali po mnie ✊🏻 moja M nie potrafi tak otwarcie opowiadać o emocjach jakie jej towarzyszyły a może to już z racji czasu w końcu już 33 lata dzięki Nim mam Dobre życie wspaniała rodzine dom No i są Moja Mama i Tata bezapelacyjnie jedyni ♥️

  9. Ale jak to juz koniec wpisu? CO DALEJ?!?! 😉
    Uwielbiam was za to jacy jestescie. Nie wiem jak ja wychowywalabym dziecu z ZD. Cala moja piatka jest zdrowa ale nigdy nie robiłam pierwszych badan prenatalnych, bo dla mnie nic one by nie zmieniły. Zmieniłam za to moja ginekolog, ktora naciskajac na te wlasnie badania stwierdzila, ze chyba nie chce urodzic Downa. Tak, tak powiedziała sznowana w środowisku pani ginekolog! To bylo kilka lat temu a ja so tej pory czuje złość jak o tym myślę… Zaluje tylko, że bylam na tyle głupia ze dosadniej nie powiedziałam jej co o tym myśle..

  10. Dodam jeszcze, ze uwazam, ze wielkie brawa naleza sie biologicznej mamie dziecka. Wiem, ze oddawanie malucha nie jest dobre, ale miała przeciez mozliwosc aborcji, a nie zrobiła tego. Dzieki jej decyzji wy macie najcudowniejsza coreczke a Dorotka kochających rodziców

  11. Pięknie napisane aż łza w oku się kręci 😍😘 jesteście wspaniałymi rodzicami, przed przypadek znalazłam was na instagramie i jestem zachwycona że są na świecie jeszcze tak wspaniali ludzie jak wy🥰

  12. Dzięki takim ludziom jak Wy pokazujecie światu czym jest miłość bezgraniczna. Jesteście bardzo pozytywną rodziną która zaraża uśmiechem ! 🙂

  13. Tak bardzo podziwiam! Jesteście świetnymi ludzmi, chociaż Was nie znam to już Was uwielbiam! Wpisy przeczytalam jednym tchem, a lzy same cisna sie do oczu ❤️

  14. Książek nie czytam ALE JAK WY JAKĄŚ NAPISZECIE TO KUPIĘ I Z NIECIERPLIWOŚCIĄ PRZECZYTAM tak pięknie miłość emocje przelewasz na papier ❤️

  15. Kochana Kobieto! Trafiłam tu przez absolutny przypadek! I przepadłam! Przeczytalam wszystkie wpisu jednym tchem, dawno nie byłam tak wzruszona! Podziwiam Was! I zazdroszczę! Mam dwoje zdrowych dzieci, marzę o trzecim ale nie mam odwagi! I nagle trafiam na Ciebie! Dziekuje :-* I życzę Wam wszystkiego co najlepsze! Wytrwałości i siły :-* Pozdrawiam z Poznania 😉

  16. I ja tez sie znowu poplakalam.Tak pięknie piszesz,tak uwielbiam Twoje wpisy,Wasza historię…napiszę po raz kolejny,Jesteście Cudowni!!!😘

  17. Zaraz wystawię rachunek, za czas stracony w pracy 🙂 Losy się dziwnie potoczyły, ale widocznie chłopiec z ZOLu nie był wam pisany (a nam nie przyszło do głowy weryfikować jego “wolności prawnej”, choć rękę dam sobie uciąć, że to jego opis był na stronie OA). Gdy pani Dorota z OA przesłała nam “super info” o was, nawet nie sądziliśmy, że chodzi o Dorotkę 🙂 Może kiedyś w końcu wybierzemy się w Wielkopolskę i zrobimy zlot Dream Teamu: Marcysi, Zosi i Dorotki. Pozdrawiamy!

  18. Wy jesteście wybrani przez Boga, który tak hojnie obdarował Was, bo wiedział, że sobie poradzicie i będzie przy Was w każdej chwili życia. Życzę Wam tego z całego serca i będę się za Waszą rodzinę modliła. Jesteście wyjątkowi. 🙂

  19. To jest niesamowite…że są tacy ludzie, tacy wspaniali, kochajacy świat i rzeczywistość ludzie…
    Jestem pełna podziwu i trzymam za Was kciuki!

  20. Jesteście wspaniałymi ludźmi. Od pierwszych zdań czytając tego bloga ronię łzy… Skąd się biorą tacy dobrzy ludzie z takimi pięknymi sercami… Zakochałam się w Was. Buziaki dla dzieciaczków od cioci Natalii!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *