AdopcjaDorotkaZespół Downa

#6 – Ona jest tak bardzo nasza

Podróż minęła mi jak w filmach. Wiecie, głośno grające radio i ja – śpiewająca i tańcząca. Umówiłam się wcześniej z panią Dorotą z Ośrodka Adopcyjnego, że ją odbiorę i pojedziemy razem do szpitala. Przy niej zachowywałam się już statecznie bo miałam jednak takie poczucie, że chociaż ja wiem, że to moja córeczka to inni nie i że mogą nie być przekonani do tego, że będę dobrą matką. Więc starałam się zachować powagę. Nie wypytywać o nic. Nie narzucać się. Dojechaliśmy do szpitala. Weszłyśmy na oddział noworodkowy i czekałyśmy na panią doktor, która opiekowała się Dorotką. Okazało się, że kiedyś już się spotkałyśmy. Na początku mojej ciąży w Poznaniu na Uniwersytecie Medycznym odbywała się konferencja poświęcona dzieciom z ZD i pani doktor na niej też była, została mi przedstawiona przez Agnieszkę, mamę Naszej Zosi, o której już nie raz tutaj wspominałam. Świat jest mały. Teraz stałyśmy na przeciwko siebie i to ona miała mi przedstawić moje dziecko. Poszłyśmy do osobnego pokoju, żeby nikt nam nie przeszkadzał i tam dowiedziałam się wszystkiego o Dorotce. Jak się urodziła, ile ważyła, mierzyła, że nie ma żadnych chorób towarzyszących, że jest małym głodomorem, że położne i lekarki ją przytulają, całują, że ma swoje ubranka, że Dorotka jest pod cudowną opieką… cieszyłam się ogromnie ale cały czas zastanawiałam się kiedy ją zobaczę? Co oni sobie w ogóle o mnie myślą? Czy mnie oceniają? Czy dobrze się zachowuje? Żeby nie było, że powiem lub zrobię coś co wywoła u nich jakiś niepokój związany z adopcją. W końcu pani Doktor (muszę dodać, że przesympatyczna, młoda babka) powiedziała to na co cały czas czekałam „To co? To ja pójdę po Dorotkę.” i poszła.

Serce biło mi coraz szybciej. Po chwili usłyszałam na korytarzu dźwięki jadącego łóżeczka i otwierających się drzwi. Podniosłam się i wjechała do pokoju MOJA córka. Nie wiem jak mam to opisać żebyście choć w kilku procentach byli wstanie poczuć to co ja poczułam. Nawet teraz płyną mi łzy. Spojrzałam na nią i oszalałam. Ja wiem, że to czysto subiektywne ale ja byłam wtedy pewna jak tego, że mam na imię Monika, że to jest najpiękniejsze dziecko jakie widziałam w życiu. Ja byłam tak dumna, że to jest moja córka, że ona jest taka ładna, że o niczym innym wtedy nie myślałam tylko o tym jak piękne mam dziecko. Śliczną dziewczynkę i że jak ją inni zobaczą to będą zachwyceni. Ona była idealna! Poryczałam się oczywiście. Łzy płynęły strumieniami i zapytałam czy mogę ją wziąć na ręce. Trzymałam ją tak, że nie miałam jak się wysmarkać i wytrzeć policzków od łez. W końcu pani Dorota podała mi chusteczkę. Ja mimo mojego zachwytu i miłości byłam trochę zachowawcza. Nie wiedziałam czy mogę przy nich mówić już do Dorotki, że jestem jej mamusią. Ale opowiadałam jej trochę o Wojtku i Heniu. Wiem tylko, że jedyne na co się odważyłam to wspomnieć coś o jej babci Ewie, używając właśnie sformułowania „twoja babcia też ma na imię Ewa”, tak jak Dorotka ma na drugie. Gdybym była z nią sama to pewnie płakałabym w głos, pełen szloch i non stop całowała, ale ja ogólnie mam duży problem z okazywaniem uczuć przy innych, więc się powstrzymywałam na ile się dało. Nakarmiłam Dorotkę. Pani Doktor zrobiła kilka zdjęć żebym mogła wysłać Wojtkowi bo on przecież w domu jak na gwoździach siedział i czekał. Wysłałam mu i napisałam sms’a – „ona jest piekna” Wojtek odpisał odrazu „nooooo jest!”.

To był jeden z najszczęśliwszych momentów w moim życiu. Niestety nadszedł ten moment że musiałyśmy wracać, pani Dorota do pracy w Ośrodku, a ja do domu. Z jednej strony było mi bardzo ciężko ją zostawić, a z drugiej byłam taka szczęśliwa, że w końcu ją zobaczyłam, że to już prawie tak jakby była nasza na “amen”, więc nie przeżyłam tego rozstania jakoś traumatycznie. Zdecydowanie gorzej było z kolejnymi. Te ponad 200 km nie było już dla mnie duża odległością. Jedynym co mi przeszkadzało to czas. Czas oczekiwania. Codziennie się zastanawiałam – czy to będzie dzisiaj? Czasem dochodziły do tego myśli, a co jak matka biologiczna się rozmyśli? W końcu ma ustawowo 6 tygodni na zmianę decyzji. Co ja wtedy zrobię? Przecież nie może zmienić zdania. Ja bym się załamała. Bardzo nie chcę, żeby ktoś ją oceniał, myślał, a co gorsza mówił o niej źle. My ze swojej strony dziękujemy, że dzięki jej decyzji mamy najwspanialszą córeczkę jaką mogliśmy sobie tylko wymarzyć. Wtedy jednak od czasu do czasu wracało do mnie, że mogę jeszcze Dorotkę stracić.

Staraliśmy się z Wojtkiem tak organizować czas, pracę, rehabilitacje Henia i inne obowiązki, żeby móc minimum 2-3 razy w tygodniu jeździć do Dorci. Częściej jeździłam sama. Czasem jeździliśmy w trójkę: Heniu, Wojtek i ja. Raz jechała ze mną i Heniem moja siostra. Wojtek był wtedy kilka dni w Londynie, a sama z Heniem nie mogłabym jechać, bo nie mogłabym się zająć wtedy Dorotką. Innym razem jechaliśmy w większym gronie, na dwa auta, żebym ja mogła zostać dłużej z Dorcią, a Wojtek wrócić z Heniem do domu. Kombinowaliśmy jak tylko się dało. Ale najczęściej wyjeżdżałam z domu około 14-15, a wracałam około 21. To był gdzieś 5-6. miesiąc ciąży, a wieczorami byłam już trochę zmęczona i zdarzało mi się jeszcze wymiotować po powrocie do domu. Podczas tych wszystkich odwiedzin u Dorotki poznaliśmy wspaniałych ludzi. Ciocię Ewę, która na swoich nocnych dyżurach więcej leżała i tuliła się do Dorotki niż pracowała (mam nadzieję, że nie czytają tego jej przełożeni 😀 ). Ciocie Agę, czyli wspomnianą wcześniej panią Doktor, która wysyłała mi codziennie nowe zdjęcia Dorotki i za każdym razem, jak było mi smutno, jak zastanawiałam się co teraz nasza kruszynka robi dostawałam sms’a z jej nowym zdjęciem. Ja ciągle wtedy ryczałam, ale nie ze smutku tylko ze szczęścia. Nie raz wstając do Henia w nocy patrzyłam na telefon czy Aga nie przysłała kolejnych zdjęć. Ona zawsze wysyłała je wtedy kiedy najbardziej ich potrzebowałam, jakby przeczuwała kiedy ma je wysłać… Kiedy Wojtek pojechał pierwszy raz zobaczyć Dorotkę, ciocie w szpitalu ubrały ją w prześliczną sukieneczkę i opaskę, tak żeby tata się w niej zakochał. Wojtek wziął ją na ręce i powiedział tylko, że on czuje tak jakbym to ja ją urodziła. Że ona jest tak bardzo nasza… i zakochał się w niej totalnie. Prawdziwa miłość od pierwszego wejrzenia.

Mieliśmy nadzieję, że Dorotka będzie z nami przed upływem tych 6-ciu tygodni, że sędzia przyzna nam prawo do styczności osobistej (tak to się formalnie nazywa) zanim ten czas upłynie. Każdego dnia czekaliśmy na telefon. Jednego dnia nawet, to był piątek Wojtek wziął sobie wolne pojechaliśmy do szpitala od rana, żeby zmienić wniosek złożony do sądu co miało przyspieszyć wydanie wyroku i istniało duże prawdopodobieństwo, że będziemy mogli zabrać Dorotkę tego dnia do domu. Więc czekaliśmy na decyzję w szpitalu od 9 do 16 razem z ciocią Ewą, która Dorcie już spakowała i przyniosła prezenty i pamiątki dla dzieci. Heniu dzielnie to znosił, bawił się na stole konferencyjnym, czytał książeczki, jeździł na spacer po szpitalu, który wtedy znaliśmy już jak własną kieszeń. To był trochę już nasz drugi dom. Czekaliśmy do ostatniej minuty z nadzieją na telefon i dobrą wiadomość. Telefon zadzwonił, ale niestety Dorotki nie mogliśmy jeszcze zabrać do domu. Musieliśmy wracać sami. To był jeden z najgorszych powrotów. 8 marca 2018 dowiedzieliśmy się że Heniu ma najprawdopodobniej Zespół Downa. 8 marca 2019, równo rok później Heniu dał Dorotce swojej młodszej siostrzyczce kwiatka na Dzień Kobiet. Dzień kobiet będzie dla mnie już zawsze wyjątkowym dniem. Te chwile spędzone w szpitalu z Dorotką i nie ważne, że czasem była to tylko godzinka bo musiałam wracać – były cudowne. Bardzo mile to wspominam. Miałyśmy czas dla siebie. Najczęściej byłyśmy same i mogłyśmy się poznawać. Ja nie musiałam się krępować przed innymi. Mogłam jej opowiadać o domu, rodzinie, o tym jak ją kochamy. Teraz wiem, że ten czas był potrzebny. 21 marca w Światowy Dzień Osób z Zespołem Downa minęło dokładnie 6 tygodni. Następnego dnia Rodzice biologiczni podtrzymali swoją decyzję. W ten dzień sąd wydał postanowienie, że możemy zabrać Dorotkę do domu. W końcu mogliśmy jechać po naszą córeczkę!

https://www.instagram.com/dzieciaki_cudaki/

62 thoughts on “#6 – Ona jest tak bardzo nasza

  1. No to wieczór ze łzami w oczach mam z głowy 😍😍😭😭 cud narodzin to jest niesamowity dar! Nie ważne jak się ten cZlowieczek narodzi ❤️

    1. Podziwiam za odwagę, determinację i siłę! Gratuluje decyzji i każdego przeżytego dnia, bo chociaż na pewno nie są one łatwe (mam w domu 7latka i pół roczna córkę i czasem włosy z głowy wyrywam) to na pewno napawają Was dumą i radością 🙂 powodzenia za każdy kolejny!!

      1. Czytając na zmianę rechoczę i płaczę do telefonu a mąż pyta “czy u mnie wszystko dobrze pod kopułą?” 😂 Kocham Was, podziwiam i życzę wszystkiego co najlepsze. Czekam na dalszą część a i książkę chętnie bym przytuliła 🤗

  2. Jeeeeeej, jakie to piękne i wzruszające… A Ty jeszcze bylas w ciąży 😮😊😊
    To szalone 💕
    Tworzycie cudowną rodzinkę ❤️

  3. Boże… płaczę jak bóbr… jest to tak przepiękna historia, że nie potrafię ukryć wzruszenia. Mam synka w wieku Henia, jestem pełna podziwu i uznania dla Was, że dajecie sobie tak świetnie radę z trzema takimi maluchami ❤❤❤ ale dobro wraca do człowieka i ja wierzę że do Was będzie napływać ono już cały czas 🥰😍❤

  4. Przepiękna historia, ♥ ♥ ♥
    Jesteście wspaniała rodzina ♥️
    Moja siostra również syna z zespołem Downa, urodził się 7 marca 2014 roku.
    Najukochanszy mój siostrzeniec ♥️

  5. Jestem bardzo wzruszona bo bo wiem co przeżyłaś, widząc po raz pierwszy swoją córeczkę. Też mam adptowaną I pokochałam, ja już od pierwsze chwili jak się o niej dowiedziałam. Wspaniałe wzruszające wspomnienia, zawsze mam łzy

  6. Ryczę z każdym słowem bardziej. Jesteście cudownymi ludźmi, absolutnie wspaniałymi i jestem zaszczycona, że pokazujecie nam swoje życie.
    Oby spotykały Was same dobre rzeczy!

  7. Poryczałam się! Dokładnie wiem co czułaś. To pierwsze spojrzenie i wiesz że dziecko bez wzgledu na wszystko jest Twoje i już je kochasz. To dziwne ale prawdziwe! Cudowni Wy!

  8. Jesteście naprawdę niesamowici, Dorcia ma wielkie szczęście, że ma taką rodzinkę❤Wasza miłość jest tak piękna i autentyczna, że naprawdę chwyta za serce a oczy same się szklą❤❤❤

  9. Jej… Miałam usiąść na chwilę przy mojej dwójce szkrabów, a się zaczynałam. Przeczytałam Wasza historię od deski do deski! Jesteście niesamowici, wspaniali! Jesteście wzorem. Iiiii? Chyba przeszło mi moje dzisiejsze zmęczenie, Wasza historia dodała mi sił! Dziękuję💓

  10. Piękna i naprawdę bardzo wzruszająca historia 😍 uwielbiam do was zaglądać, jesteście wspaniała i zwariowana rodzinka😁

  11. Bardzo mnie wzrusza Wasza historia, szczególnie historia Dorotki, która jest cudowna. Przy każdej części wyłam jak bóbr. Mam nadzieję, że zawsze będziecie takimi fantastycznymi ludźmi, że popularność na instagramie Was nie zmieni, bo na dzień dzisiejszy jesteście najbardziej wartościowymi ludźmi, na których się tam natknęłam. Ja nigdy nie zostawiam komentarzy, ale u Was już nie raz to zrobiłam, a najlepiej bym Was wszystkich wysciskala!!!!

  12. Ja czekam na Twoją książkę przedstawiająca cała wasza historie. Już nie mogę się doczekać-a mam nadzieję, że się doczekam😁

  13. Brak słów by opisać co czuje jak czytam Wasza historie❤️Uwielbiam Wasze dzieciaczki❤️Codziennie patrzę na Was, mogłabym bez końca❤️Może kiedyś będzie mi dane Was poznać🙂Dzieciaki skradły moje serducho❤️Sama jestem Mama ale One maja Najwspanialszych Rodziców na Świecie❤️Łzy same płyną…

  14. Myślę,że Wasze doświadczenia są oprócz tege,że niezwykle wzruszające – to przede wszystkim bardzo ważne. Z wielu powodów, dla wielu osób.
    Co tu dużo mówić..jesteście przepięknymi Ludźmi,a Dzieciaki-Naaajcudowniaki miały niezłego nosa i lepszych wybrać “staruszków” sobie nie mogły😉 ❤️😊

  15. ❤️❤️❤️❤️ piękna historia ❤️
    Jestem mega wzruszona, czytając te piękne słowa 😊. Jesteście wspaniała rodzinką !!😊

  16. Ale się poryczałam. Jak ty to ładnie napisałaś. Tyle pięknych emocji ❤️ Jesteście tak pięknymi ludźmi, że chce się do was wracać.

  17. O jaaaaaaa…jestem w 8mcu ciąży i na maxa wzruszają mnie Twoje wpisy do tego stopnia, że ekran zasmarkany. Pierwszy raz o tym wspominam, ale boję się macierzyństwa. W głowie myśli – a co jeśli sobie nie poradzę? Skąd będę wiedzieć dlaczego płacze? A co jeśli będzie ją coś boleć, a ja nie rozpoznam objawów? Utwierdzasz mnie, że niemożliwe staje się możliwe! Ba! Będąc mamą można kwitnąć! Codziennie rano budzę się i chwytam za telefon. Tak wiem, zły nawyk tak od razu po przebudzeniu naświetlać oczy, ale zaglądam właśnie do Ciebie. To chyba usprawiedliwione, prawda? 😜Sprawdzam czy u Was wszystko ok i rozpoczynam swój dzień. W Twoich postach tyle prawdziwości, naturalności i spokoju. Mnóstwo normalności w tej niecodziennej sytuacji.. Ehhhh…Nie ma wypolerowanych dzieciaków i sztucznej aranżacji z kwiatów tylko miłość i energia, która bije z ekranu telefonu. Jeśli mam się tak naświetlać codziennie – to ja tak chcę! Dobra energia i silna mamusia – takie osoby chcę wokół! Fakt, że jesteście z moich rodzinnych stron sprawia, że czuję z Wami jeszcze większą więź! Mocno ściskam cudaki! xxx

  18. Piękna mama, piękna córka i cudowne chłopaki. Tworzycie wyjątkowa rodzinę. Jest w Was tyle siły , miłości, odwagi i energii, że góry możecie przenosić. Nawet nie wiesz, jak bardzo Was podziwiam i jak wiele rzeczy w swoim życiu żałuję. Cudowni ❤️

  19. Za każdym razem, kiedy czytam tego bloga, nie mogę powstrzymać łez. Jesteście wspaniałą Rodziną a Dorotka ma niezwykłe szczęście, że spotkała Was na swojej drodze. Powodzenia! ♡♡♡

  20. Codziennie czekam na kolejny post, kolejne zdjęcia, kolejne filmiki. Ryczę jak bobr. Jesteście tacy niesamowici, a jednocześnie tacy normalni, tacy swojscy. Dzięki wielkie 💓💓😍😍

  21. Łzy same nachodzą po przeczytaniu Waszej historii. JESTEŚCIE WSPANIALI!!!!Uzależniłam się z moją córeczką Mają od oglądania Was codziennie killa razy dziennie. Uwielbiamy Was i Wasze relacje. ❤❤❤

  22. Kocham Was, tak samo mocno jak wy kochacie te cudowne dzieci <3, za to, ze jesteście tak wspaniali, za odwagę, za siłę, za otwartość… no nie da się inaczej jestwście mega!

  23. Mam dopiero 20 lat, narazie nie myślę o dzieciach, ale zawsze w głebi duszy myślałam sobie, że nie wiem czy chciałabym mieć dziecko z ZD. Słysząc dookoła siebie słowa dorosłych (cierpią rodzice i dziecko, dziecko się męczy i ty się męczysz) utrzymywali mnie w tym przekonaniu. Teraz gdy odkryłam Waszego instagrama, a przy tym bloga, zmieniłam całkowicie zdanie na ten temat! Macie cudowne dzieci ! Dzięki Wam i temu, że pokazujecie jak wygląda wasze życie codzienne i ile radości z niego czerpiecie, to wiele osób zmienia zdanie, nie tylko ja. Dziś jest mi wstyd za to jakie miałam poglądy.

  24. Byłam przekonana że najlepsze co można podarować takiemu dziecku to aborcja. Dziś już nie jestem tego taka pewna. Wzruszająca historia czekam na ciąg dalszy.

  25. to się tak wspaniale czyta, tak pozytywnie odbiera całą Waszą rodzinę, ale też tak naturalnie przyjmuje się tak trudny temat jakim jest adopcja, a do tego adopcja chorego dziecka, do tego adopcja chorego dziecka, w którym jest już takie dziecko, w którym w sumie jest troje dzieci. takie relacje powinni czytać rodzice aspirujący do adopcji, rodzice, którzy wiedzą, że będą meli dziecko ZD lub dowiadują się o tym po porodzie. Także ci, którzy decydują się na oddanie dziecka, które ktoś tak bardzo chce. Żeby nie utrudniali nie przyszłym rodzicom, ale dziecku. Bardzo bym chciała, żeby wytrwała Pani w opisywaniu Waszej piątki, bo to prawdziwe wsparcie dla tych, którzy oczekują z obawami, co to będzie? Pozdrawiam

  26. Tak pięknie to opisane że aż się poryczalam… bardzo chciałabym mieć 3 dziecko (mam 2ke i jestem po dwóch stratach ) chciałabym adoptować, ale póki co nasze dochody są zbyt małe niestety…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *